Portale, w których pożyczymy pieniądze od innych ludzi przez Internet, bez udziału banków czy innych instytucji, są przede wszystkim atrakcyjną okazją do „taniego” pozyskania środków. Nie należy jednak zapominać, że serwisy social lending umożliwiają z drugiej strony ciekawą formę inwestycji, często zdecydowanie bardziej efektywną niż tę proponowaną przez placówki bankowe lub firmy doradcze, specjalizujące się w zarządzaniu finansami osobistymi. Ważną zasadą, dotyczącą funkcjonowania serwisów pożyczek społecznościowych, jest również to, że na jedną udzielaną pożyczkę składa się kilku inwestorów. Dzięki temu ewentualne ryzyko nieterminowości lub braku spłaty jest bardzo niskie. Rozkłada się bowiem na kilka osób, zwiększając prawdopodobieństwo, że inwestycja przyniesie realne i terminowe zyski. Choć w pewnym zakresie transakcje na portalach bazują na zaufaniu między pożyczkobiorcami a inwestorami, to jednak platformy dodatkowo zabezpieczają swoich użytkowników. Dzięki zaawansowanym etapom weryfikacji, polegających m. in. na obowiązkowym przesłaniu dowodu osobistego i podaniu indywidualnego konta bankowego, portale są w stanie skutecznie chronić inwestorów i zapewniać im pewną formę lokowania swoich pieniędzy. Zatem przy zachowaniu minimum formalności potencjalny inwestor ma szanse na zwrot z inwestycji na podobnym poziomie, co bank. Popularność platform pożyczek społecznościowych w Polsce i na świecie nadal rośnie. Powodów jest kilka. Uciążliwa biurokracja w banku, nawet w przypadku niewielkiego kredytu, to jedna z największych przyczyn powodujących, że ludzie coraz częściej decydują się na pożyczanie przez Internet. Poza wygodą w grę wchodzi oprocentowanie. Jest ono zdecydowanie bardziej atrakcyjne zarówno w przypadku inwestorów, jak i pożyczkobiorców. Nie wspominając o problemach z uzyskaniem zdolności kredytowej przyznawanej przez banki.
Po dziesięciu miesiącach wspólnej pracy, Związek Banków Polskich i Polska Izba Ubezpieczeń – samorządowe izby zrzeszające bankowców i ubezpieczycieli – wydały dziś nową rekomendację, dotyczącą dobrych praktyk w zakresie ubezpieczeń finansowych powiązanych z produktami bankowymi zabezpieczonymi hipotecznie. Dokument wejdzie w życie 1 lipca br.
Ubezpieczenie pomostowe, ubezpieczenie brakującego wkładu własnego (in. niskiego wkładu), ubezpieczenie wartości nieruchomości i ubezpieczenie tytułu prawnego – te cztery typy produktów towarzyszących kredytom hipotecznym uznano za najczęstsze i postawiono w centrum uwagi. Bo choć nie zawsze idą w komplecie, każdy kredytobiorca miał do czynienia co najmniej z jednym z nich.
Rekomendacja zaleca bankom jak postępować w związku z ww. polisami, zarówno na linii bank-ubezpieczyciel, jak i bank-klient banku. W tej pierwszej relacji rekomenduje się m.in., by to bank odpowiadał za autentyczność i prawidłowość dokumentacji niezbędnej do wykonania umowy ubezpieczenia finansowego. W relacji bank-klient dobre praktyki odnoszą się zarówno do reguł obsługi klienta, kształtu dokumentacji, formułowania kosztów ubezpieczenia, jak i okoliczności wypłaty odszkodowania. Wśród najważniejszych postanowień znalazło się chociażby to o nieponoszeniu przez klienta ciężaru składki ubezpieczeniowej, do której zapłaty zobowiązany jest bank jako ubezpieczający.
Dlatego grono bankowo-ubezpieczeniowe doczekało się dziś już kolejnego dokumentu dotyczącego dobrych praktyk. Taki kierunek działania to głośne przyznanie: nie zawsze jest dobrze, wciąż może być lepiej. Lutowa publikacja Rekomendacji to zamknięcie pewnego okresu w życiu specjalnie ukonstytuowanego w PIU zespołu ds. bancassurance. To jednak nie koniec działalności tej grupy, zapewnia jej przewodnicząca, Małgorzata Knut, na co dzień członek zarządu BRE Ubezpieczenia Sp. z o.o. W najbliższym czasie Zespół ds.bancassurance zajmie się polisami inwestycyjnymi sprzedawanymi w bankach. Zadaniem dotyczącej ich rekomendacji będzie wyraźne oddzielenie produktów bankowych od ubezpieczeniowych, bo z ich częścią wspólną klienci wciąż miewają problemy.
Przyjęcie przez banki dobrych praktyk w bancassurance to znakomity środek PR-owy. Kolejna rekomendacja, kilka miesięcy pracy, konsultacje wszystkich zainteresowanych stron, troska o losy klienta – trudno o lepsze światło na swą działalność. Kredytobiorcom wypada życzyć, by rozjaśniło nierzadko mgliste warunki polis.
Rząd zadecydował. Single płaczą, deweloperzy rozdarci, banki z niezłym orzechem do zgryzienia, a wśród klientów panuje kompletna konsternacja. Budżet nie wytrzyma ciężaru rynku kredytów hipotecznych. Teraz czekamy na krok banków, którym popsuto najlepszy produkt hipoteczny, a nie dano w zamian żadnych alternatyw. Czy czeka nas rywalizacja na bankowe marże? Bez sztucznego pobudzania rynku, banki muszą zadecydować, czy odkręcić przysłowiowy kurek z kredytami. Przypuszczalnie mają kwartał na zastanowienie. Później założenia polityków zaczną wchodzić w życie.
Gdy w Rodzinie na Swoim mogliśmy kupić mieszkanie droższe niż mediana cen transakcyjnych na rynku i nadal dopłacał do interesu Skarb Państwa, trudno się dziwić, że ceny w wielu miastach nie chciały nawet minimalnie spadać. Póki zarówno banki, jak i deweloperzy dobrze na tym zarabiali – nie było problemu. Skoro znamy już założenia rządu to pozostaje nam ostatnia prosta, czyli okres przed wejściem zmian w życie. Czego możemy się spodziewać? Silniejsza promocja banków, które już prześcigają się minimalną marżą i promocyjnymi cenami na Rodzinę na Swoim. W porównaniu z 2009 rokiem, marże banków i tak spadły prawie o połowę. Jeśli do tego dodamy wysokie limity cen mieszkań w programie dopłat, to dla wielu Polaków trafiła się całkiem niezła okazja do nabycia nieruchomości. Spora część klientów jeszcze czekała na spadki cen kredytów, ale ze świadomością, że Rodzina na Swoim zostanie z nami do 2012 roku. Kto chce skorzystać z pieniędzy Skarbu Państwa musi się spieszyć – takie komunikaty będą często spotykane zarówno w bankach, u deweloperów, jak i doradców finansowych.
Jak utrzymać wysoką dynamikę sprzedaży kredytów, którą widzieliśmy w 2010 roku? Banki będą musiały poważnie zastanowić się nad kolejnymi obniżkami. Przy niższych limitach cen, nic nie uratuje deweloperów, którzy mają jeszcze sporo do sprzedania. Jeśli znacząco spadnie udział Rodziny na Swoim w całej akcji kredytowej, to pozostaje nadzieja na nie tyle spadek cen nieruchomości, co może chociaż ich urealnienie.
Jedyny tego typu produkt na rynku, będący doskonałym i prostym sposobem na łatwe pozyskanie środków finansowych dla firmy na dowolny cel!
Główną zaletą produktu jest stosowanie w jego przypadku uproszczonej procedury. Kredyt udzielany jest na podstawie oświadczenia o uzyskiwanych przychodach i dochodach oraz na podstawie przedstawionego zabezpieczenia w postaci nieruchomości będącej własnością Kredytobiorcy.
Okres kredytowania trwa do 180 miesięcy, natomiast kwota kredytu może wynieść od 50 000 zł do 1 000 000 zł netto. O kredyt mogą się ubiegać osoby fizyczne, spółki osobowe, osoby wykonujące wolny zawód czy spółki z o.o.
( Żródło: Profit News)
Kredyt inwestycyjny to kolejna propozycja, która pozwoli małym i średnim przedsiębiorstwom na dalsze rozwijanie firmy!
Może zostać przeznaczony na zakup środków trwałych, licencji, patentów, a także na refinansowanie kredytów inwestycyjnych w innych bankach oraz poniesione nakłady inwestycyjne. Co najważniejsze, naszym kredytem można sfinansować aż do 100% nakładów netto poniesionych na inwestycję, a spłatę rozłożyć nawet na 15 lat!
Kredyt inwestycyjny może zostać przeznaczony na:
(Źródło: Profit News)
Bankowcy szukają sposobu na obejście niekorzystnych dla nich nowych przepisów dotyczących ksiąg wieczystych i hipotek. Chodzi o sytuację, gdy właściciel nieruchomości ma kilka kredytów zaciągniętych pod jej zastaw. Każde zobowiązanie ma w hipotece chronologicznie przypisane swoje miejsce. Obecnie, w przypadku spłaty jednego z kredytów, wszystkie zajmujące niższe miejsca hipoteki przesuwały się o jedną pozycję w górę. Nowela daje właścicielowi nieruchomości prawo do zachowania miejsca po hipotece, która została opróżniona, i umożliwia swobodne dysponowanie nią aż do wysokości wykreślonej hipoteki.
– To mocny argument w negocjacjach z wierzycielami, którzy mogą np. obniżyć oprocentowanie kredytu w zamian za korzystną pozycję ich hipoteki – mówi Konrad Płochocki z Fundacji na rzecz Kredytu Hipotecznego. Bankom zależy na jak najwyższym miejscu hipotecznym, bo w przypadku niewypłacalności kredytobiorcy roszczenia wierzycieli zaspokajane są proporcjonalnie do zajmowanych przez nich miejsc hipotecznych. Im jest ono wyższe, tym szanse na odzyskanie pożyczonych pieniędzy większe. Banki nie mogą wymagać od właściciela nieruchomości, by zrzekł się prawa do rozporządzania opróżnionym miejscem hipotecznym. Ustawa uznaje takie zastrzeżenie za niedopuszczalne. Bankowcy jednak już wiedzą, jak sobie z tym poradzić.
– Co innego zmusić klienta do takiej decyzji, a co innego skłonić go, by podjął ją dobrowolnie – tłumaczy menedżer jednego z największych polskich banków. Powołuje się na przepis nowelizacji mówiący o tym, że dopuszczalne jest przyrzeczenie opróżnionego miejsca hipotecznego wierzycielowi z niższą hipoteką lub osobie trzeciej. – Przed podpisaniem umowy kredytowej będziemy żądać od klientów takiej deklaracji – mówi bankowiec.
Z pozoru teoretycznie nie powiązane ze sobą dwie sprawy: podwyżka podatku VAT i oferta kredytowa polskich banków. W praktyce jednak mogą zdecydować o kondycji finansowej przeciętnego klienta detalicznego.
Bankowi analitycy doskonale zdają sobie sprawę, że w tej sytuacji raty kredytów i spłaty kart kredytowych są przekładane przez klientów ad acta, co ma wpływ na listy kredytów zagrożonych. I choć, koniec końców, większość z nich spłaca swoje zobowiązania, wymaga to nierzadko interwencji ze strony banku – włącznie z wpisaniem klienta do rejestru dłużników. Tym razem może być jeszcze trudniej, bo zapowiedziana i wprowadzana od nowego roku podwyżka podatku VAT tylko pozornie nie dotknie klientów detalicznych polskiej bankowości. W rzeczywistości, jak każdy podatek pośredni, VAT odbije się na ich kieszeniach. I zacznie się odbijać znacznie wcześniej – bowiem już dziś widać niewielkie zmiany cen związane z przewidywanym wzrostem podatku. Cała rzecz nie tylko w przyzwyczajeniu klientów do nowych cen, ale również w pokryciu kosztów związanych ze zmianami, które wymusi na przedsiębiorcach wprowadzenie nowej skali podatkowej. Trzeba będzie bowiem zmienić kasy fiskalne i programy księgowe, co również kosztuje – a te koszty już teraz są wpisywane w ceny towarów i usług.
Jeśli dodamy do tego kolejne rekomendacje Komisji Nadzoru Finansowego i normy ostrożnościowe, które bankowcy będą musieli wprowadzić w związku z regulacjami Bazylei III, widać wyraźnie, że chęć instytucji finansowych do kredytowania średnio i mało zamożnych konsumentów będzie znacznie zmniejszona.W dużym stopniu poziom tej redukcji zależy od pozostałych przedsiębiorców, którzy – w przeciwieństwie do finansistów – widzą przyszłość w znacznie jaśniejszych barwach. Nic dziwnego, skoro przed nimi okres świąteczny, w naturalny sposób wiążący się ze znacznie wyższą koniunkturą w handlu i usługach. Jeśli poprawa ich sytuacji finansowej przełoży się na poprawę sytuacji zatrudnianych przez nich pracowników, osłabienie akcji kredytowej może nie być aż tak bolesne ani dla samych konsumentów, ani dla gospodarki.
Być może nawet przekona bankowców do rozluźnienia przyjętych założeń przy liczeniu zdolności kredytowej. W końcu to, jak zachowają się banki, ma wpływ na koniunkturę w gospodarce, co z kolei odbije się na terminowości spłat zadłużenia wobec samych instytucji finansowych.
Banki już nie są, w społecznym odbiorze, instytucjami zaufania publicznego. Są natomiast przez klientów postrzegane jako kolejne organizacje, które chcą na nich zarobić. Bankowcy, zamiast podstawiać sobie wzajemnie nogę, powinni wspólnie popracować nad odbudową wizerunku sektora.
Zdaniem specjalistów, największy od lat 30. ubiegłego wieku kryzys finansowy zmienił postrzeganie banków przez społeczności i klientów indywidualnych.
Niestety, na gorsze. Odbudowanie zaufania klientów będzie instytucje finansowe kosztowało mnóstwo czasu i ogrom środków. Dodatkowo, brak zaufania do banków jest skutecznie podtrzymywany przez politykę, jaką prowadzą banki wobec siebie nawzajem. Do przeszłości należą już właściwie czasy, w których bank był instytucją zaufania publicznego. Klienci nie mają złudzeń – produkty bankowe, nawet najbardziej kuszące, są tylko i wyłącznie produktami. A jeśli bank chce je sprzedawać, to z pewnością po to, żeby na tym zarobić.
Klienci coraz częściej pytają – jaka jest np. różnica między lokatą a polisą ubezpieczeniową? Jeśli dobrze się przyjrzeć obu produktom, to właściwie takiej różnicy, z punktu widzenia klienta, generalnie nie ma. I tu, i tu wpłaca pieniądze, którymi instytucja finansowa obraca. I w jednym, i w drugim przypadku będzie mógł skorzystać z tych pomnożonych środków dopiero po odpowiednio długim czasie, chyba, że zdecyduje się zrezygnować z zysków i je zupełnie wycofać.
Tylko, że firma ubezpieczeniowa polisę wypłaci – a w przypadku banku lokata nie jest już takim pewnym zabezpieczeniem środków.
Banki upadają (ostatnie dwa lata pełne były informacji o kłopotach banków w USA, czy na Islandii), mają kłopoty, a w swojej polityce odnośnie realizacji targetów posuwają się często do nadużyć wobec klientów.
Czy czymś innym niż takim nadużyciem było bowiem wystawianie setek firm na wykupowanie opcji walutowych, w których mógł być tylko jeden wygrywający – nie klient, a bank? Czy czymś innym było też oferowanie kredytów hipotecznych wiążących klientów z bankiem na dekady, ale obciążonych tak dużym ryzykiem, że w przypadku niepewności na rynkach finansowych, wielu klientów było postawionych pod ścianą z ratami, które po wielokroć przekraczały ich możliwości finansowe?
Z czasem na portalach społecznościowych zaczęły powstawać pseudo-oddolne akcje klientów kierowane przeciw macierzystym bankom. Głośna już akcja „Nabici w mBank” była po trosze podgrzewana przez konkurentów grupy BRE. W ich interesie było bowiem osłabienie konkurenta. Tyle, że to nie niewinni rzucali kamieniami. I to nie tylko ten jeden bank ucierpiał na osłabieniu wizerunku. Sektor bankowy ma dzisiaj wyjątkowo niskie notowania.
Paradoksalnie konieczność wprowadzenia postanowień bazylejskich, które mają służyć bezpieczeństwu banków i konieczność implementowania kolejnych rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego działa tu na korzyść odbioru banków jako instytucji zaufania publicznego, chociaż i tak całość jest odbierana przez opinię publiczną jako bat nad niepokornymi bankami.
Jeśli szefowie największych banków w Polsce nie zaczną wspólnie działać na rzecz przywrócenia zaufania do banków to za rok, dwa będą traktowane jako zło konieczne. I przegrają walkę o klienta z bankami z powodzeniem budującymi swój wizerunek w krajach ościennych – w Niemczech, Czechach, na Słowacji czy niesąsiadujących z nami Wyspach Brytyjskich.
| P | W | Ś | C | P | S | N |
|---|---|---|---|---|---|---|
| « mar | ||||||
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | |
| 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||