Polski system emerytalny ustawowo podzielony jest na trzy filary. Pierwszym z nich jest ZUS. Każdy pracownik – za pośrednictwem pracodawcy – zobowiązany jest do regularnego odprowadzania składek emerytalnych, z których de facto wypłacane są na bieżąco świadczenia dla obecnych emerytów.
Drugim, również obowiązkowym (dla urodzonych po 1968 roku) filarem są Otwarte Fundusze Emerytalne. ZUS jest zobowiązany do przesyłania na nie określonej części wynagrodzenia. Zgromadzone na indywidualnych kontach środki są inwestowane w różne aktywa finansowe. Zadaniem funduszy jest pomnażanie powierzonych im pieniędzy, aby późniejsze świadczenia były jak najwyższe.
W ramach trzeciego, ostatniego i dobrowolnego filaru polskiego systemu emerytalnego każdy ma możliwość przeznaczyć część swoich oszczędności na wpłaty na Indywidualne Konta Emerytalne (IKE) lub do Pracowniczych Programów Emerytalnych (PPE).
Polisa Życie poszerzyła swoją ofertę o terminowe ubezpieczenie na życie i od następstw wypadków komunikacyjnych „Bezpieczny na Drodze”. Jest to uniwersalny produkt ochronny skierowany do wszystkich , którzy chcą zapewnić ochronę życia i zdrowia sobie i swoim najbliższym.
Ubezpieczenie „Bezpieczny na Drodze” jest przede wszystkim indywidualnym pakietem o charakterze ochronnym, w ramach którego Polisa Życie gwarantuje wypłatę określonej sumy ubezpieczenia w razie zgonu ubezpieczonego, zgonu ubezpieczonego w wyniku nieszczęśliwego wypadku komunikacyjnego, orzeczenia u ubezpieczonego trwałego uszczerbku na zdrowiu, trwałej całkowitej niezdolności do pracy w wyniku wypadku komunikacyjnego oraz pobytu w szpitalu.
Do ubezpieczenia mogą przystąpić osoby od 18 do 65 roku. Polisa ma charakter terminowy – zawierana jest na czas nie krótszy niż 1 rok. Nabywcy ubezpieczenia otrzymują kompleksowy zakres ochrony. Poszkodowany w wypadku komunikacyjnym uzyska m.in. świadczenia z tytułu pobytu w szpitalu, pobytu na oddziale OIOM, z tytułu trwałego uszczerbku na zdrowiu. Środki niezbędne do rehabilitacji ubezpieczonego zapewni gwarantowana renta w przypadku orzeczenia trwałej całkowitej niezdolności do pracy w wyniku nieszczęśliwego wypadku komunikacyjnego. Renta wypłacana jest przez okres 120 miesięcy (10 lat). W razie zgonu ubezpieczonego w wypadku komunikacyjnym jego najbliższym zostanie wypłacone świadczenie w wysokości 100 000 zł. Istnieje również możliwość rozszerzenia umowy „Bezpieczny na Drodze” o gromadzenie środków w ramach Ubezpieczeniowych Funduszy Kapitałowych.
(Źrudło: Gazeta Ubezpieczeniowa z dn. 10.11.2010r.)
Bankowcy szukają sposobu na obejście niekorzystnych dla nich nowych przepisów dotyczących ksiąg wieczystych i hipotek. Chodzi o sytuację, gdy właściciel nieruchomości ma kilka kredytów zaciągniętych pod jej zastaw. Każde zobowiązanie ma w hipotece chronologicznie przypisane swoje miejsce. Obecnie, w przypadku spłaty jednego z kredytów, wszystkie zajmujące niższe miejsca hipoteki przesuwały się o jedną pozycję w górę. Nowela daje właścicielowi nieruchomości prawo do zachowania miejsca po hipotece, która została opróżniona, i umożliwia swobodne dysponowanie nią aż do wysokości wykreślonej hipoteki.
– To mocny argument w negocjacjach z wierzycielami, którzy mogą np. obniżyć oprocentowanie kredytu w zamian za korzystną pozycję ich hipoteki – mówi Konrad Płochocki z Fundacji na rzecz Kredytu Hipotecznego. Bankom zależy na jak najwyższym miejscu hipotecznym, bo w przypadku niewypłacalności kredytobiorcy roszczenia wierzycieli zaspokajane są proporcjonalnie do zajmowanych przez nich miejsc hipotecznych. Im jest ono wyższe, tym szanse na odzyskanie pożyczonych pieniędzy większe. Banki nie mogą wymagać od właściciela nieruchomości, by zrzekł się prawa do rozporządzania opróżnionym miejscem hipotecznym. Ustawa uznaje takie zastrzeżenie za niedopuszczalne. Bankowcy jednak już wiedzą, jak sobie z tym poradzić.
– Co innego zmusić klienta do takiej decyzji, a co innego skłonić go, by podjął ją dobrowolnie – tłumaczy menedżer jednego z największych polskich banków. Powołuje się na przepis nowelizacji mówiący o tym, że dopuszczalne jest przyrzeczenie opróżnionego miejsca hipotecznego wierzycielowi z niższą hipoteką lub osobie trzeciej. – Przed podpisaniem umowy kredytowej będziemy żądać od klientów takiej deklaracji – mówi bankowiec.
Od nowego roku wchodzi zmiana na rynku kredytowym: na kredyt z rządową dopłatą będzie można kupić jedynie nowe mieszkanie.
Obniżony ma zostać limit ceny, a zwiększony wiek kredytobiorcy. Może to spowodować ograniczenie dostępu do kredytów aż o 60%. Aby zdążyć zaciągnąć kredyt na starych zasadach należy podpisać umowę przedwstępną jeszcze przed nowym rokiem. Okazuje się, że to stanowczo mało czasu, bo szukanie mieszkania zajmuje przeciętnie 23 dni. Największym ograniczeniem będzie zawężenie programu jedynie do wsparcia kredytów na nieruchomości z rynku pierwotnego. Dotychczasowe statystyki pokazują, że zaledwie około 40% pieniędzy kierowanych było do tego segmentu rynku. Teoretycznie więc postulowana zmiana mogłaby mieć wpływ na ograniczenie dostępności programu nawet o 60%! Kolejnym krokiem ograniczającym program od nowego roku będzie obniżenie współczynnika wykorzystywanego do wyliczania limitu ceny nieruchomości z 1,4 do 1,2. Ta zmiana spowoduje w 8 badanych miastach ograniczenie dostępnej do zakupu oferty o 25 pp. Kolejną zmianą będzie także zawężenie kręgu kredytobiorców do osób w maksymalnym wieku 35 lat.
Dotychczasowe dane, publikowane przez Bank Gospodarstwa Krajowego, pokazują że kredytobiorcy do 34 roku życia włącznie stanowili blisko 78% osób korzystających z programu rządowego wsparcia. Przez takie ograniczenie ministerstwo chce skierować pieniądze do osób zakładających rodziny.
W tym gąszczu ograniczeń odnaleźć można jednak także i liberalizację „Rodziny na Swoim”. Od nowego roku z tego dofinansowania będą mogły skorzystać także tzw. single. Tu pojawiają się jednak także ograniczenia. Taki kredytobiorca będzie musiał bowiem złożyć oświadczenie, że prowadzi jednoosobowe gospodarstwo domowe, a do tego nieruchomość, którą chce kupić, będzie jego pierwszą. Single będą ponadto mogli kupić mniejsze mieszkania niż obecnie wspierane rodziny.
Z pozoru teoretycznie nie powiązane ze sobą dwie sprawy: podwyżka podatku VAT i oferta kredytowa polskich banków. W praktyce jednak mogą zdecydować o kondycji finansowej przeciętnego klienta detalicznego.
Bankowi analitycy doskonale zdają sobie sprawę, że w tej sytuacji raty kredytów i spłaty kart kredytowych są przekładane przez klientów ad acta, co ma wpływ na listy kredytów zagrożonych. I choć, koniec końców, większość z nich spłaca swoje zobowiązania, wymaga to nierzadko interwencji ze strony banku – włącznie z wpisaniem klienta do rejestru dłużników. Tym razem może być jeszcze trudniej, bo zapowiedziana i wprowadzana od nowego roku podwyżka podatku VAT tylko pozornie nie dotknie klientów detalicznych polskiej bankowości. W rzeczywistości, jak każdy podatek pośredni, VAT odbije się na ich kieszeniach. I zacznie się odbijać znacznie wcześniej – bowiem już dziś widać niewielkie zmiany cen związane z przewidywanym wzrostem podatku. Cała rzecz nie tylko w przyzwyczajeniu klientów do nowych cen, ale również w pokryciu kosztów związanych ze zmianami, które wymusi na przedsiębiorcach wprowadzenie nowej skali podatkowej. Trzeba będzie bowiem zmienić kasy fiskalne i programy księgowe, co również kosztuje – a te koszty już teraz są wpisywane w ceny towarów i usług.
Jeśli dodamy do tego kolejne rekomendacje Komisji Nadzoru Finansowego i normy ostrożnościowe, które bankowcy będą musieli wprowadzić w związku z regulacjami Bazylei III, widać wyraźnie, że chęć instytucji finansowych do kredytowania średnio i mało zamożnych konsumentów będzie znacznie zmniejszona.W dużym stopniu poziom tej redukcji zależy od pozostałych przedsiębiorców, którzy – w przeciwieństwie do finansistów – widzą przyszłość w znacznie jaśniejszych barwach. Nic dziwnego, skoro przed nimi okres świąteczny, w naturalny sposób wiążący się ze znacznie wyższą koniunkturą w handlu i usługach. Jeśli poprawa ich sytuacji finansowej przełoży się na poprawę sytuacji zatrudnianych przez nich pracowników, osłabienie akcji kredytowej może nie być aż tak bolesne ani dla samych konsumentów, ani dla gospodarki.
Być może nawet przekona bankowców do rozluźnienia przyjętych założeń przy liczeniu zdolności kredytowej. W końcu to, jak zachowają się banki, ma wpływ na koniunkturę w gospodarce, co z kolei odbije się na terminowości spłat zadłużenia wobec samych instytucji finansowych.
Co jest podstawową zaletą funduszy parasolowych? Bezsprzecznie jest to możliwość odłożenia w czasie zapłaty podatku Belki. Dzieje się tak za sprawą inwestowania w subfundusze o różnych strategiach inwestowania. To właśnie subfundusze zgromadzone pod „parasolem” dają dużą swobodę inwestowania zapewniając ochronę przed zakusami fiskusa. Po sprzedaży jednostek uczestnictwa z zyskiem od razu zostaje nam potrącony podatek, jeśli chodzi o tradycyjne fundusze inwestycyjne, natomiast w funduszu parasolowym podatek zostaje naliczony dopiero w momencie wycofania środków z funduszu, co może nastąpić nawet po kilku latach od rozpoczęcia inwestycji. Ma to również ten dodatkowy atut, że zysk dodawany do naszego kapitału pracuje dalej tworząc tzw. procent składany. W rezultacie nasz końcowy zysk może być sporo wyższy niż w przypadku każdorazowego potrącania podatku. Drugą zaletą funduszy parasolowych są niskie progi wpłat. W większości funduszy na początku w zupełności wystarczy 1000 zł, a nawet mniej. Śmiało można więc powiedzieć, że jest to forma inwestowania odpowiednia dla każdego, choć zdarza się tez słyszeć mylące opinie o ich dostępności jedynie dla zasobnych klientów.
Który fundusz parasolowy wybrać?
O odpowiedź na to pytanie jest równie trudno jak w przypadku funduszy klasycznych.
Cel funduszy inwestycyjnych, w tym parasolowych, jest ten sam – inwestować pieniądze klientów w papiery wartościowe (akcje, obligacje, bony skarbowe) tak, aby zwiększać ich wartość. W połowie 2010 roku inwestorzy mieli do wyboru aż 30 funduszy parasolowych i, ponadto, co kilka miesięcy powstają nowe. Ciężko wskazać jeden idealny fundusz. Konkurencja na rynku jest coraz większa, a zatem zainteresowani mają w czym wybierać. Nie ma potrzeby ograniczać sobie swobody wyboru, wystarczy tylko odrobinę się przygotować i pamiętać, aby nie lokować wszystkich oszczędności w jednym funduszu.
Na jakie koszty musimy być przygotowani inwestując w fundusze parasolowe?
Inwestując w fundusze parasolowe mamy zazwyczaj do czynienia z 3 rodzajami kosztów:
1. Prowizja za nabycie/sprzedaż jednostek uczestnictwa. Stanowi określony procent sumy nabywanych/sprzedawanych jednostek. Średnio wynosi od 1% do 4% w zależności od rodzaju subfunduszu. Najwyższe prowizje są w akcyjnych, najniższe w pieniężnych. Co istotne dla klientów, część funduszy parasolowych pozwala całkowicie ominąć opłaty dzięki funkcjonującym systemom transakcyjnym dostępnym na stronach www TFI i tzw. marketach funduszy inwestycyjnych, jakie prowadzą m.in. mBank i Multibank. Ominięcie tych opłat oznacza wymierne oszczędności, które w ostateczności podnoszą nasz zysk.
2. Prowizja za zarządzanie funduszem, liczona jako określony procent wartości aktywów funduszu. Nie mamy możliwości ani jej ominąć, ani zmniejszyć. Możemy jedynie porównać ją do opłat w innych funduszach i potraktować jako jeden z czynników za lub przeciw danemu funduszowi.
3. Opłata za konwersję. To nowość, która pojawia się w funduszach parasolowych. Konwersja to nic innego jak przenoszenie jednostek uczestnictwa pomiędzy subfunduszami. Inwestowanie w fundusze parasolowe wymaga od inwestora podstawowej wiedzy, a na pewno znajomości zasad ich funkcjonowania. Nikt za nas nie podejmie decyzji o tym w jakim funduszu mają znaleźć się zgromadzone pieniądze.
Od marca tego roku trzymiesięczny EURIBOR, który decyduje o oprocentowaniu pożyczek w euro, wzrósł o ponad 65%. 31 marca trzymiesięczna stopa EURIBOR zanotowała najniższy poziom w historii – 0,634. Od tego dnia EURIBOR 3M zaczął powoli rosnąć i po dwumiesięcznym okresie lekkich spadków w sierpniu i we wrześniu poszybował w górę, najwyższy do tej pory pułap osiągając 8 listopada. Główną przyczyną jego wzrostu jest nerwowość na rynku długu w związku z kłopotami niektórych krajów strefy euro (Grecja, Hiszpania, Irlandia).
O wysokości pierwszej raty nowego kredytu decyduje marża i stawka bazowa. Zatrzymanie spadku marż kredytów walutowych, w połączeniu ze wzrostem stawki EURIBOR, powoduje rosnącą ratę nowo zaciąganego kredytu, choć wzrosty są mniejsze niż dla kredytów już spłacanych. W oczekiwaniu na nowelizację Rekomendacji S II, banki zaprzestają powoli promowania kredytów walutowych. Oczekujemy, że w najbliższych miesiącach trend ten będzie podtrzymany, bo część instytucji prawdopodobnie będzie musiała całkowicie przerzucić się na udzielanie kredytów złotowych. Dalsza niepewność w krajach strefy euro może powodować kolejny wzrost kosztu pieniądza i stawek EURIBOR, co dalej bezpośrednio będzie wpływać na raty kredytów w tej walucie.
Od początku lipca bieżącego roku kurs franka odnotował spadek o 18 groszy. Pomimo wzrostu stawki LIBOR dla tej waluty, kredytobiorca zadłużony we franku płaci dziś ratę niższą o ponad 5% niż przed kwartałem.
Mimo, że euro króluje wśród aktualnie zaciąganych kredytów hipotecznych w obcych walutach, w całości portfela hipotecznego stanowi ona nie więcej niż 3%. Głównie dominuje w nim frank szwajcarski. Na koniec I półrocza 2010 r. ponad 65% portfela kredytów hipotecznych rozliczane było w walutach, z tego 90,5% we franku. Nic więc dziwnego, że zmiany kursu tej waluty budzą w naszych rodakach dosyć spore zainteresowanie.
Zmiana raty kredytu we franku szwajcarskim:
Data/LIBOR 3M CHF/średni kurs NBP/rata kredytu:
VI 2007/2,47%/2,3098/1221 zł
VII 2010/0,11%/3,1501/1224 zł
X 2010/0,18%/2,9648/1163 zł
Przyjęte założenia: kredyt na 250 tys. zł na 30 lat, zaciągnięty w czerwcu 2007 z marżą 1,2 pkt proc.
Zmiana raty kredytu w euro:
Data/EURIBOR 3M/średni kurs NBP/rata kredytu:
VII 2010/0,78%/4,1529/1160 zł
X 2010/0,98%/3,9711/1137 zł
Przyjęte założenia: kredyt na 250 tys. zł na 30 lat, zaciągnięty w lipcu 2010 z marżą 2,5 pkt proc.
Według prognoz głównego ekonomisty Getin Noble Banku, jeszcze przed końcem 2010 roku rozpocznie się cykl podwyżek stóp procentowych, co w efekcie powinno doprowadzić do dalszego umocnienia złotego. Przy ostatniej serii podwyżek stóp (kwiecień 2007 – czerwiec 2008) złoty zyskał 17% wobec franka i 13,5% wobec euro.
Zeszłoroczna zima mocno dała się wszystkim we znaki. Utrzymujące się przez długi czas niskie temperatury znacznie wydłużyły sezon grzewczy, a większe zużycie ciepła nadwyrężyło niejeden rodzinny budżet.
Aby móc temu w przyszłości zapobiec, warto już dziś zastanowić się jak obniżyć koszty ogrzewania domu w okresie grzewczym.
Wymiana okien.
Mało kto wie, że jeżeli szczeliny pomiędzy futryną i ramą są znaczące, to straty mogą sięgać nawet 20% całkowitego zapotrzebowania na ciepło. Najbardziej racjonalną decyzją w przypadku takich okien będzie ich wymiana. Ostatnimi czasami, dla 75% osób kupujących okna, czynnikiem przesądzającym przy ich wyborze była odpowiednia termika. Nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ dzięki ich wymianie na nowe można zmniejszyć zapotrzebowanie na ciepło nawet o 15-30%. Już po kilku miesiącach przyniesie nam to realne i wymierne oszczędności (jakiego będą rzędu, możemy obliczyć za pomocą kalkulatora energetycznego dostępnego w sieci.).
Ocieplanie ścian.
W wolnostojącym domku jednorodzinnym straty ciepła przez ścianę zewnętrzną oscylują w granicach 20-40%. Ilość ciepła, które ucieka przez ścianę zależy od materiału, z którego została wykonana i od jej grubości (np. mur o grubości 0,5 m z cegły dziurawki o grubości ok. 35 cm posiada taką samą izolacyjność cieplną jak płyta izolacyjna o grubości 2,5 cm). Z racji tego, umieszczenie dodatkowej warstwy materiału izolacyjnego (najczęściej styropianu lub wełny mineralnej) zadziała tak jakby dodanie kilkudziesięciu centymetrów grubości muru.
Wybór odpowiedniego ogrzewania.
Typ ogrzewania, jaki zastosujemy w naszym domu, ma decydujący wpływ na wysokość rachunków. Do wyboru mamy paliwo stałe (węgiel, brykiet, koks, drewno), paliwo płynne (gaz ziemny, olej opałowy) bądź energię elektryczną. Choć paliwo płynne i energia elektryczna zdają się być bardzo wygodne w obsłudze (praktycznie nie wymagają ingerencji z naszej strony), może nas jednak zniechęcić ich cena. Potrafi ona bowiem czterokrotnie przewyższyć koszty opalania paliwem stałym. Dlatego właśnie powinniśmy rozpatrywać dobór odpowiedniego ogrzewania w aspekcie cenowym.
W ostatnich latach do łask powraca węgiel brunatny. Związane jest to ze stabilną ceną tego paliwa oraz z wprowadzeniem nowoczesnych, prawie bezobsługowych kotłów, które poprawiają komfort użytkowania. Węgiel jako surowiec grzewczy jest w szczególności atrakcyjny dla użytkowników mieszkających w sąsiedztwie kopalń węgla brunatnego.
W ekonomicznej walce z zimnem warto jest przeanalizować, które działania przyniosą najbardziej wymierny skutek w przypadku posiadanej przez nas nieruchomości. Choć pozornie drogie działania remontowe mogą obciążyć nasz domowy budżet, długofalowe oszczędności w sezonie zimowym z pewnością ucieszą niejednego posiadacza domu.
Przez ostatnie dziesięć lat co trzeci fundusz akcji przy inwestowaniu systematycznym przyniósł realną stratę.
Dla wielu osób często jedyną drogą pozwalającą uzbierać większy kapitał jest systematyczne odkładanie i inwestowanie mniejszych kwot. Nierzadko podnoszony jest przy tym argument, że jest to również bardziej bezpieczny sposób na inwestowanie, albowiem rozłożenie inwestycji na raty pozwala ograniczyć ryzyko wejścia na rynek w najmniej odpowiednim momencie.
Porównanie stóp zwrotu funduszy akcji w okresie 10 lat kończącym się w sierpniu 2010.
| Fundusze akcji polskich | Stopa zwrotu przy wpłatach regularnych | Stopa zwrotu przy wpłacie jednorazowej |
|---|---|---|
| Arka Akcji FIO | 82,5% | 108,2% |
| Legg Mason Akcji FIO | 80,9% | 170,6% |
| UniKorona Akcje (UniFundusze FIO) | 71,2% | 159,0% |
| Skarbiec – Akcja (Skarbiec FIO) | 66,0% | 147,9% |
| BPH Akcji (BPH FIO Parasolowy) | 49,6% | 132,4% |
| ING Akcji (ING FIO) | 40,1% | 97,4% |
| Novo Akcji (Novo FIO) | 35,6% | 81,7% |
| PZU Akcji KRAKOWIAK FIO | 34,8% | 93,9% |
| DWS Akcji Plus FIO | 29,7% | 80,0% |
| DWS Akcji Duzych Spółek FIO | 27,3% | 54,6% |
| Pioneer Akcji Polskich (Pioneer FIO) | 19,3% | 56,5% |
| PKO Akcji – FIO | 10,0% | 56,7% |
| ŚREDNIA | 45,6% | 109,2% |
Źródło: wyliczenia własne na podstawie danych serwisu Analizy Online.
Na zaprezentowanego porównaniu wyraźnie widać, że najlepiej jest zainwestować wszystko i zapomnieć o tym.
W praktyce trudne do zrealizowania, bo poza kapitałem, trzeba by mieć także stalowe nerwy. Poza tym w krótszym i średnim terminie takie podejście może jednak przynieść straty. Dla większości jedyną opcją pozostaje regularne inwestowanie.
Żeby zwiększyć szanse na konkretne zyski, lepiej jest podzielić inwestycję pomiędzy przynajmniej dwa lub trzy fundusze z tej samej kategorii. Zmniejsza się wówczas ryzyko postawienia na niewłaściwą kartę. Istotne jest też zachowanie dyscypliny – chodzi o nieprzerywanie dokonywania wpłat nawet wtedy, gdy wycena jednostek spada. Taką sytuację można potraktować w pewnym sensie jak promocję, okazję do tańszego dokupienia jednostek uczestnictwa.